Mindfulness

Ponad 20 lat temu teolożka Magdalena Węglewska napisała, że życie matki karmiącej jest życiem w regule. Najpierw pomyślałam, że to przepiękny tekst i poleciłam go znajomym mamom. Potem doszłam do wniosku, że ten tak naprawdę powinni go przeczytać mężczyźni, a może przede wszystkim – duchowni. Bo porównanie życia z małym dzieckiem do życia w klasztorze jest bardzo, moim zdaniem, trafne. Nocne pobudki, praca, w której człowiek doszukuje się wyższego sensu, może także nadzieja na odpłatę kiedyś w nieokreślonej przyszłości – to wszystko jest rzeczywiście wspólne dla obu tych życiowych dróg. Macierzyństwo przy tym niesie z sobą jeszcze pewną dawkę chaosu – tutaj rutyna jest nieprzewidywalna, plany na kolejne dni nie są wiarygodne, a prawo Murphy’ego działa pewniej, niż w jakiejkolwiek innej sytuacji – jeśli cokolwiek znajdzie się w zasięgu małych rączek, zostanie schwytane/strącone/zjedzone, a przynajmniej – włożone do ust.

Tekst został zatytułowany ,,Jestem uczniem mego dziecka”. Sama od dziecka uczę się uważności. Mały człowiek zawsze jest tu i teraz. Nie istnieje dla niego przeszlość ani przyszłość. Słucha i patrzy z uwagą. W niesamowitym skupieniu przygląda się plamom światła na prześcieradle. Całą głową i wzrokiem zmrużonych uważnie oczu podąża za cieniami przelatujących ptaków albo szeleszczących liści. Kiedy uczy się nowych ruchów i gestów, skupia się na nich całym sobą. 

Całym sobą przeżywa też wszystkie emocje: radość, żal, czy strach są tak potężne i autentyczne, że nie da się pozostać wobec nich obojętnym. Każdy gest jest wystudiowany, pełen uważności. Każdy krok naprzód jest ważny i potrzebny, bo zawsze dąży do czegoś, co jest widocznym i jasno określonym celem.

Kiedy coś je, robi to całym sobą i wtedy jedzenie sprawia mu najwięcej radości – nie, kiedy jest podawane sterylnie łyżeczką do ust. Obcuje z fakturą i konsystencją potraw bardziej, niż mnie się kiedykolwiek w moim swiadomom życiu zdarzyło. Pojedyncze okruszki chwyta w palce i podnosi do ust ze skupieniem badacza, który właśnie pod mikroskopem dokonuje przełomowego odkrycia.

Tosia mówiła, że mindfulness zaczyna się od zjedzenia orzecha – tak spokojnie, kiedy uwagę poświęcamy jego fakturze, zapachowi, kształtowi, ciężarowi i smakowi.

Dziecko uczy mnie tego, co zapisano już w Ewangelii, ale co w innych słowach podkreślają także współcześni psychologowie: jeśli nie będziemy jak dzieci, nie wejdziemy do raju. 

Możesz również polubić

Dodaj komentarz