Ambasada i Pałac Letni – 颐和园 Yiheyuan

Rano ciężko przyszło mi podniesienie się z łóżka, ale gdy w końcu nieco oprzytomniałam, coś przyodziałam i wyszłam, uświadomiłam sobie, że Msza Św. w Ambasadzie RP zaczyna się o 10, a nie o 10.30, w związku z czym opuszczenie akademika o 9.30 to trochę za późno. Jazda autobusem i metrem, potem poszukiwania w uliczkach dzielnicy ambasad, wspierane pytaniem Chińczyków o drogę, w końcu trafiłam. Na budynku duży plakat o roku Gombrowicza. Panowie z budki przy bramie uprzejmie wskazali mi hotel, gdzie odbywają się niedzielne spotkania, choć dochodziła już 11.00. Okazało się, że po Mszy odbywa się „agapa”, na której podawano nawet sernik (z Chin) i kiełbasę (z Polski). Mieszka tam też dużo dzieci pracowników. Dowiedziałam się mnóstwa ciekawych rzeczy, np. jak (i z jakiego mleka) zrobić twaróg, gdzie kupuje się smaczne ciastka, gdzie w Pekinie wymieniane jest Euro po najlepszym kursie i że w ramach promocji kultury naszego kraju zorganizowano w zeszłym tygodniu koncert Anny Marii Jopek, na który przyszło 200 osób.
Poznałam księdza z Taiwanu oraz księdza z pod Pekinu, któremu z kolei ksiądz z Xi’anu zarekomendował mnie jako skrzypaczkę, więc zostałam zaproszona do grania w ambasadzie. Nie wiem, co o tym myśleć.

Potem – najdziwniejsza część tego dnia – poszłam zwiedzać Pałac Letni z panem sinologiem oraz dwoma informatykami Tomkami, którzy skończyli pracę i został im wolny weekend na zwiedzanie, więc byli oprowadzani po zabytkach. Spędziłam ciekawe popołudnie, na przemian dowiadując się czegoś nowego o Chińczykach i sama dzieląc się ciekawostkami. Wróciłam z obolałymi stopami, ale zachwycona pięknem 颐和园 i widokiem, jaki roztacza się na miasto z tak zwanej Góry Węglowej. Byliśmy też w parku Sun Yat-Sena. Wstęp kosztował 3 Yuany, z legitymacją studencką – 1,50. Do drugiego parku pani już nie chciała przyznać mi zniżki, więc zapłaciłam pełne 2 Yuany za bilet.

Możesz również polubić

Dodaj komentarz